Post  —  04 February 2023

Szczęście to proces-nieszczęście- to stan

Franio (mój sypialniany google nest hub) włącza delikatne światła i odpala muzykę o 6:30

Gdy odpowiem mu dzień dobry - referuje mi pogodę , plan dnia a gdy już skończy, włącza ostatni odcinek Onet rano (mógłby tez parzyć kawę -.-)

Lubię się tak budzić zimą.

Nakładam płatki na oczy i leżę jeszcze chwilę sluchając newsów i budząc kończyny.

Jak zbiorę się w sobie wciągam kapciuchy i ulubiony szlafroczek .Otwieram okno, ścielę łózko a na koniec narzucam czarną  (pachnącą mgiełką Jo Malone) -kapę.

Proszę Frania by odpalił podcast na  Richardzie (kuchenny google assistant).

Schodzę na parter i wstawiam wodę na kawę.

W między czasie wyrzucam Dajmona do ogrodu bo młynek kawowy to jeden z jego wielu naturalnych wrogów.

Wrzucam ziarenka i miele je na miazgę.

French press, minuta trzy i mamy nektar bogów.

Dolewam odrobinę śmietanki i cynamonu a nadchodzacy dzień  od razu zaczyna przybierać jakąś nieco przyjaźniejszą formę. Małe rytuały stają się moim ulubionym sposobem dbania o siebie.

Nie wiem czy chciałabym i jestem gotowa by mi ktoś to rozwalił rzuconymi bokserkami, chrapaniem czy innymi atrakcjami. Jestem specyficzna a z wiekiem tylko tego przybywa.

Własna sypialnia z miejscem do pracy to coś co sobie cenię.

Może nie wszyscy muszą łączyć się w pary?

Może wcale nie muszę nic zmieniać i zazdrościć ustabilizowanym?

Może gdy stajesz się kompletny i niezależny

wystarczy,gdy ludzie bywają zamiast być?