Wszystko co dobre szybko się kończy i tak o. Prosto z lotniska wylądowałam w pracy. Tyle się działo, że najpierw chyba muszę ochłonąć i to sobie ułożyć w głowie…a może po prostu brak mi weny? Gdy usiadłam dziś w biurze jakieś 6 godzin temu, nawiedziło mnie silne przeświadczenie, że nigdzie się stąd nie ruszałam. Całkie jakby ostatnie 16 dni jedynie mi sie przyśniło. Przeniosłam kartę do Flipka i odłożyłam zapasówkę do szuflady. Przebrnełam przez 400 maili i drugie tyle wiadomości na slacku. Zrobiłam rotę, prześledziłam updaty, uzupełniłam spreadsheety. Przyszły tydzień zapowiada się stresująco bo support się urlopuje, a mam kilka pytań odnośnie zmian i 3/4 zespołu na urlopach.
Za 1,5 godziny domek i Dimmuś. Stęskniłam się jak cholera. Mam dziś jeszczę nadzieję, na długi prysznic i pyszną kolację. W końcu się wyśpię i zregeneruje a od jutra wracamy do rutynki, spacerów i detoxu wątroby.
Bilans:
Z milion kroków, 4 pizze na spółę, 2 zapiekanki z szynką całkiem dla mnie, 2x fryteczki belgijskie całkiem dla mnie, 1 kebab całkiem dla mnie, 4 sajgonki, 4 tom yumy, 2 long nighty, Kaczka w 5 smakach, 2 karkówki, duuuuuuzo piwa z sokiem, duuuuużo zupek chinskich i jeszcze więcej Oshe grejfrutowych, 1x wieczór panieński , 2x karaoke, 1x impreza techno, 5 dni i nocy w stajni, 1x ognisko-grill, 2x Billard, 1 x kręgle, 3 x dart i jeszczeeee można by wymieniać ale przerwy obiadowej mi nie starczy więc kończę.
Było fajnie Polsko. Dziękuję 🙊🙉🙈
