Post  —  04 February 2024

February 1st week

Omlette du Fromage świecie!

No i mamy kolejny wspaniały dzień dla naukowca. Wstałam rano przy dżwiękach RmFm tak jak tygryski lubią najbardziej (spotify-fakty w RmFm). Wzięłam szybki prysznic z myciem głowy-wysuszyłam łepetynę, spakowałam przygotowaną wczoraj sałatkę w moją ulubioną workową torbę i ruszyłam na busa. Bus okazał się całkiem prywatny. Nie dość , że podjechał mi praktycznie pod drzwi to był tylko dla mnie. Czaaaaad.

Wczoraj wieczór przepykałam w scrabble - i konkluzja nasunela się jasna . Umysł to jednak jest bardziej kretywny pod wpływem używek  - Niby wydaje się , że człowiek jest otępiały a jednak punkty nie pozostawiły złudzeń -brak startu do wyników z zeszłego weekendu.

Z rzeczy wartych wspomnienia -obejrzałam  nową propozycję Stanowskiego i Kanału zero iiiiiii …

Musze przyznac sama przed sobą , że Mazurek zaczyna byc dla mnie ciężki do zniesienia. Żle mi się na niego patrzy a jeszcze trudniej mi go słuchać. Co gorsza wydaje mi się mieć zły wpływ na Stanowskiego.  Nie podoba mi się to co widzę .  Wywiad z Andrzejem Sebastianem poprowadzony został w taki sposób, że równie skutecznie mogłaby go poprowadzić Holecka. Zero niewygodnych pytań. -tak powinni nazwać ten odcinek. Ciekawe czy w ten sam sposób poprowadzą wywiad z Tuskiem? …Jakoś wątpię.

Dałam im pierwsza łapę w dół i odsubskrybowałam.  Książula też jakoś mniej  w internecie po tej małej dramce z Pizzą na wypasie i hejtem za kompa- choć uważam, że poradził sobie całkiem nieźle. Jedynie Karol niezmiennie cieszy i trzyma front. Uwielbiam gościa.

Na obiad wczoraj zrobiłam sobie wrappka ze smaźonym kurczakiem ,warzywami, fetą oraz sosem czosnkowym własnej roboty (pomidorem , sałatą, ogórkiem szczypiorkiem) - i chyba popadłam w gastro zauroczenie. Mualaaaa bardzo. W ogóle ten mój sosik czosnkowy…. gdzie byłeś całe moje życie?

Ostatnio  słucham  więcej audiobooków. Trafiam na takie dosyć makabryczne-

(Nowe życie i 99 ofiar Tytusa Mayera)

przez co moje sny ewoluują w niepokojącym kierunku, jakby do tej pory były normalne.

Ostatnio dla przykładu biegłam w maratonie (40 km) który śledziły setki tysiące ludzi  - z trackerem -  w postaci małego żywego żółwika lądowego- Żółw rósł z każdym kilometrem. Ale wiadomo, jako, że biegać nie lubię a pływać już tak …coś tam oszukałam i wskoczyłam do wisły z tym zwierzątkiem. Myk okazał się sprytny  bo kąpiel z jakis sposób znacznie przyśpieszyło  wzrost Tuptusia - tym samym wpadło mi kilka"zaliczonych" kilometrów. Inni uczestnicy to podchwycili i zaczeli wskakiwac do Wisly, żeby oszukać kilometry przez co zaczeła się rzeź tych biednych małych żółwików lądowych. Bo owszem rosły - ale pływać już nie bardzo umiały.

I Tak o to przyczyniłam się do zbiorowego żółwiobójstwa.

Smutek , rozpacz i zgrzytanie zębami.

Stałam się wrogiem publicznym numer jeden.

Mój Tuptuś na szczęście przeżył .

Wiadomo.

Pije sobie pierwsza kawę- americano z cynamonem - zastanawiam się co by tu dzisiaj ciekawego uczynić. Większość istotnych spraw ogarnełam już wczoraj. I tak o. Modzę słowotoki o wszystkim i o niczym.

Wspaniałego tygodnia 🌷