Omlette du fromage, świecie.
Mamy końcówkę czerwca 2026.
Czas zapiernicza i łapię się na tym, że powoli odłączam uczucia. Nastąpił moment, w którym czułam za dużo, żeby normalnie funkcjonować, więc tryb przetrwania zaczął po cichu odcinać pewne rejony.
Każdego dnia staram się uczyć nowych rzeczy, poznawać świat i ruszać ciało. I jakoś leci. Z tyłu głowy tylko mała kaczka kwacze, że przecież nie o to w tym wszystkim chodzi, żeby po prostu leciało.
Dimmuś ma się dobrze. Jeśli chodzi o Geryona, to odpukać, oczko również ma się dobrze i powoli ruszamy chłopaka, żeby spalił tłuszczyk rekonwalescenta. Dannusia znalazła jeźdźca i bardzo się z tego cieszę. Dla mnie osobiście Danka jeździ za dobrze, a Geryon trochę głupieje od chaosu moich pomocy. Każdy człowiek i każde ciało są inne, więc fajnie, żeby poznał coś nowego i poszerzył margines błędu dla zdefiniowanych sygnałów.
Trochę boję się umawiać mu dentystę. Już słabo mi też na myśl o lutowym szczepieniu, które jednak nie jest całkowicie neutralne dla układu immunologicznego. No ale co. Będzie, co ma być, a cokolwiek by to nie było, postaram się stawić temu czoła.
Na tym chyba właśnie polega życie — na doświadczaniu. Nawet jeśli jest nieprzyjemne. Jakoś daliśmy sobie wmówić, że chodzi wyłącznie o kolejne strzały dopaminy i błądzimy jak głupki we mgle, mimo że fabrycznie wyposażono nas w przeciwmgielne.
To nie jest świat dla idealistów i coraz częściej zastanawiam się, co właściwie tym przykrywam. Czy kryje się pod tym coś więcej? Czy widząc beznadziejną walkę z wiatrakami, z jakiegoś powodu nadal z lubością obijam sobie piszczele o kłody? A może po prostu jestem ofiarą Pokolenia Disneya i wciąż podświadomie oczekuję, że fabuła będzie miała sens.
Grywam ostatnio w Middle-earth: Shadow of Mordor, Kingdom Come i Hogwarts Legacy. Próbowałam nawet odpalić Simsy z dodatkiem Rancho, ale jak zwykle skończyło się na budowaniu domu przez trzy godziny i niegraniu w samą grę. Wysysanie orków jest natomiast wybitnie satysfakcjonujące. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że byłabym całkiem przyzwoitym Upiorem.